Zawieszenie
Wybaczcie ale nie mam czasu na pisanie opwiadań, choć sprawia mi to wielką radochę. Jak dojdą mi pomysły i zacznę lepiej pisać to tu wrócę, ale narazie Lili pakuje swój bagaż i wraca do ciężkiej nauki pa :*
Lilyan Evans
2006-11-18 12:41:54
Nudny dzień
Za oknem ostre promienie letniego słońca oświecające hogwarckie błonia zwiastowały nadejście pięknej pogody. Lekki wiaterek wprawiał w poranny taniec bujnie zielone drzewa, które swymi sylwetkami w cieniu dormitorium dziewczyn lekko niby ochraniały je przed rażącymi promieniami. Przez lekko otwarte okno wlewały się promienie, ogrzewając podręcznik od Transmutacji, który spoczywał na samej górze wieży książek na wtorkowe lekcje. Na pięciu drewnianych łożach leżały bezwładnie dziewczyny jakby nie było w nich cienia życia. Przypominały mi takie zmęczone życiem pięć staruszek, którym nic innego nie zostało tylko spanie i robienie sweterków na drutach. Zaśmiałam się myśląc co może śnić się takiej Scarlet. Rycerz w srebrnej zbroi... Black na koniu ratujący ją z lekcji Transmutacji. Blach... dla mnie to byłyby koszmary... no może oprócz tego rycerza. Zabrałby mnie na koniu do swojego zamku i ożeniłby się ze mną :D. Boże... co ja mówię. Monotonna nauka w Hogwarcie źle działa na umysł, ale na szczęście przede mną ferie wielkanocne, które mam spędzić z moją rodzinką. Sam cud miód typu Petunia, która zawsze szuka we mnie winnej, tatuś, mamusia, wujuś, ciociunia i całe kuzynostwo typu Herbert i Lucilla.
-Lila! Boże drogi ty nie śpisz toć to... środek no... ej czemu słonice już wstało- odezwała się ze swojego łóżka Scarlet.
-A czemu ptaszki śpiewają?- zaśmiałam się rzucając w nią poduszką, którą przed chwilą miętoliłam w ręce.
-O nie! Która jest?
-7.30
-Gacie, skarpetki, spódnica, kredka do oczu, bluzka, krawat...
-Żelki i toffinki... aooooo- dopowiedziała Lucy, która niezorientowana w sytuacji oberwała z papcia lecącego z odległości łóżka obok.
-Tak wsadź se je gdzieś...
-Ej! Idiotko nie stawiaj całego dormitorium na nogi może tu ktoś chce się spóźnić na lekcje pomyślałaś o tym?
-Ja idiotka to ty jesteś bo głupio dopowiadasz!
-Co?!
-Do Jasnej Anielki przestańcie!- wrzasnęłam. No Lili Evans wkracza do akcji rozdzielając dwie wściekłe dziewczyny :D. I'm hero- Co wy sobie myślicie co? Zaraz tu McGonagal przyjdzie idiotki.
-My idiotki?- odpowiedziały chórem- Takaś ty mądra?
-Tak!
-Hej co się dzieje?-doszedł nas głos Celi.
-Zamknij się!- ryknęłyśmy.
-Budzik trzeba było sobie nastawić.
-Jeszcze czego oprócz tego krzyku słyszałabym tą durną melodyjkę!
-Co?! Moja melodyjka jest durna? Ja ci zaraz pokarzę!
Jak to każdego dnia miałyśmy zwyczaj robić weszłyśmy z hukiem do Wielkiej Sali tworząc wokół zamęt i niepokój wśród pierwszaków, którzy myśląc, że jaki napad w szkole poczęły wrzeszczeć. Obojętnie przewracając oczyma usiadłam na moim miejscu i zaczęłam jeść kaszkę. O jaki rarytas z cynamonem! Kto by pomyślał, że taki zaszczyt mnie spotka
-Rany Lila od kiedy ty jesz kaszkę?- spytała Lucy.
-Od dzisiaj...
-Spójrz na nich, co za kretyni- szepnęła do mnie wskazując na Blacka i Pottera, bawiących się łyżeczkami. Zabawa ta polegała najwyraźniej na napinaniu łyżeczki i celowania w siebie nawzajem.
-Inteligentne zabawy czternastoletnich idiotów.
-Czemu? Moim zdanie to jest słodkie- skomentowała Emili.
-Wiesz na następny raz nie wyrażaj „swojego zdania” bo mnie o mdłości to wprawia- powiedziałam zgryźliwie. Nie odzyskując odpowiedzi coś przykuło moją uwagę. Potterowskie brązowe oczy znudzone najwyraźniej zabawą z bobo Blackiem udając, że wpatrują się na swoją miskę co jakiś czas zerkały na moje gołe kolana, więc zgorszona siadając głębiej nie pozwoliłam na ponętne spojrzenia w „zakazany obiekt”. Jakie to myśli w tak niedojrzałej głowie muszą się motać... a fee. Chłopak spojrzał na mnie i także usiadł głębiej tym razem z „obiektu dolnego” przeniósł się na „obiekt górny”. Boże... Niedokańczając swojego śniadania wstałam zupełnie zniesmaczona od stołu i wyszłam. Moja mama jak byłam mała mówiła mi coś o tym, że gdy chłopacy przekroczą wiek trzynastu lat zaczynają myśleć o różnych dziwnych rzeczach... może właśnie miała na myśli postępowanie Pottera. Eh... Rany Boskie co oni mają w tych łbach.
-Evans czekaj!- usłyszałam za sobą męski znajomy głos. Tylko nie on, nie on, nie on! Odwróciłam się. To jednak on- Gdzie tak uciekasz?
-Nie uciekam. Masz już chyba zwidy Potter lepiej idź się wyspać- syknęłam w jego stronę i próbował iść w stronę klasy, lecz ręka potterowska mnie zatrzymała i odwróciła do siebie.
-Chciałem sobie z tobą coś wyjaśnić- powiedział poważnym wręcz grobowym tonem- czemu tańczyłaś z innym na balu co?
-Słucham?
-Mam powtórzyć?
-Nie jestem twoją własnością Potter, twoją zabawką, twoim dziewczątkiem...
-Nie?...- spytał się, ale widząc mój niezbyt przyjemny wyraz twarzy dodał- To znaczy nie gniewaj się. Spokojnie- wyczarował kwiaty i uklęknął przede mną. Proszę, jakie to przereklamowane, Boziu.
-Eh... - wzięłam kwiaty dla świętego spokoju i weszłam do klasy. Tacy jak oni to rzeczywiście mają bardzo wymarzony gust. Róże. Taki rycerz to byłby dopiero gentelmen... co ja mówię? Lepiej byłoby, jakbym została w dormitorium bo moje dzisiejsze zachowania są nie do przewidzenia, ale kto by powstrzymał się przed przyjściem na lekcje McGonagal. Tutaj zawsze jest ciekawie. Ten charakterystyczny zapach dla tej klasy jest tak piękny, że można by się nim delektować godzinami. Rozejrzałam się po klasie, a właściwie to po jej górnej części. Jak zwykle sufit przyozdobiony kilogramami pajęczyn sprawiał wrażenie jakby zaraz miał się zawalić, a może to po prostu złudzenia. No, w końcu jak się ma takich czterech chłopców w klasie można spodziewać się najgorszego. Usiadłam na swoim miejscu, wkrótce dołączyli do mnie pozostali i ta druga połowa, która zajmowała większą część ławki czyli Scarlet, z którą tak się składało, że byłam pokłócona. Kiedy spojrzała się na mnie tymi oczyma pt. „Przepraszam Lili dasz spisać zadanie domowe bo nie zdążyłam wczoraj?” odpowiedziałam jej oczyma pt. „Licz się dziewczynko na przyszłość ze słowami”. A figa najpierw się myśli, a później robi. Jak mieszkałam w domu prawie codziennie słyszałam jak tata mówił to do Petuni. Chyba dlatego, że zawsze robiła na odwrót :D. Obejrzałam się lekko za siebie. Do klasy przez otwarte na oścież drzwi wszedł wysoki chłopak o blond opadających na szarozielone oczy włosach. Zajął ławkę koło mnie i siadając spojrzał się na mnie z uśmiechem. Te oczy należały do mojego tancerza balu wiosennego. Odwzajemniłam uśmiech i przesunęłam oczy na McGonagal, która właśnie stanowczym krokiem wkroczyła do klasy. Oparłam dwoma rękoma głowę starając się nie zasnąć na nużącym wykładzie nauczycielki.
***
Minęła lekcja Transmutacji, Historii Magii, Eliksirów i Wróżbiarstwa, a ja nie zasnęłam, nie zasnęłam, nie zasnęłam! Odniosłam dzisiaj sukces nie ma co. Przez cały czas na lekcji nic o dziwo się nie działo bo jak ta czwórka chłopców (zwłaszcza tych dwóch) wkroczy do akcji to trzeba martwić się o klasę i o samego siebie :P. Jak dobrze jest sobie leżeć na łóżeczku w dormitorium, gadać i jeść żelki.
-Lila, ale James dziś był przemiły dla ciebie. Dał ci róże...- mówiła Emili z rozmarzonym obliczem.
-Wiesz najchętniej to bym je wyrzuciła przez okno by się zasuszyły...
-Nie, nie wolno. To przecież Lili takie romantyczne i miłe. Nie doceniasz Jamesa wiesz o tym?
-Emili, taka stara a taka naiwna. On to robi, żeby się popisać przed kolegami i...
-...i przed tobą- weszła mi w słowo Lucy.
-Ja ci zaraz pokarzę jak to dzisiaj wyglądało na Wróżbiarstwie- Celi wstała, chrząknęła i podeszła do Emili zaczynając odgrywać Pottera- Lila włoski ci się w fusach zamoczyły, zaraz ci je wyjmę. Wiesz, że rudy to kolor pięknej dziewicy. Ty taka jesteś umówisz się ze mną?
-Och... odczep się ode mnie. Słodkimi słówkami mnie nie zwabisz- Emili odpowiedziała. Cała nasza szóstka zaczęła się śmiać, aż nam łzy z oczu płynęły, a tynk ze ścian się sypał :D.
***
Śmiejąca się wyszłam na dwór. Wskazówka mojego zegarka wskazywała czwartą, lecz cały czas letnie słońce oświetlało hogwardskie jezioro, którego końca nie było nawet widać. Malutkie chmurki przemieszczały się po błękitnym niebie układając się w coraz ciekawsze przedmioty, zwierzęta. Jedna chmurka podobna była do psa, druga zaś do dwóch osóbek trzymających się za ręce. Patrząc tak w niebo usiadłam pod drzewem ochraniającym przed niezmierną ilością promieni, które zaszczyciły nas dzisiaj swoją obecnością. Wiatr, poruszając trawę wydmuchiwał z niej pełno pyłków, które uwolnione z zielonych krat wirowały szczęśliwe w powietrzu. Rozglądając się dokoła zauważyłam kilkoro pierwszaków bawiących się przy stawie niczym małe dzieci. Boziu co one robią?! Dzieci wkładały sobie trawę do ust, uszu d... i najwyraźniej bawiły się w zwierzątka z ogonami :P. Ja chyba nigdy nie miałam takich głupich pomysłów, w każdym razie żadnego z nich nie pamiętam.
-Można?- usłyszałam męski głos, nad swoją głową. Podniosłam oczęta do góry i spojrzałam na chłopaka. Patrzył na mnie z radosnym, pełnym energii wyrazem twarzy, spod jego poczochranych blond włosów widać było dwa zielone ślipia, wpatrzone we mnie z zaciekawieniem.
-Tak, jasne- odsunęłam książki na bok i przesunęłam się by chłopak miał miejsce do siedzenia.
-Dzięki. Wiesz wiele razy chciałem z tobą pogadać, ale od czasu balu ciebie nie widziałem yy... Lili?
-Tak Lili, miło mi. A ty...
-Kuba, także mi miło Madam- ucałował mnie w dłoń- jak ci się podobał dzisiejszy wykład McGonagal.
-Strasznie fascynujący, wiesz, a najlepiej było na Wróżbiarstwie.
-Tak a widziałaś jak ona się podniecała tymi fusami?- roześmiałam się. Nad nami stanął jakiś cień wysokiego chudego chłopaka. Podniosłam oczy do góry. No tak można było się tego spodziewać, że Potter zjawi się niebawem.
-Hej, Evans- odparł odgarniając włosy. Zrobiłam miny męczonej, więc ten tancerz Kuba widząc mój piękny wyraz twarzy odpowiedział mu:
-Chcesz coś od niej? My właśnie rozmawiamy jeśli nie zauważyłeś- Potter zmarszczył brwi.
-Powiedz to jeszcze raz. Nie masz prawa rozmawiać z moim warkoczykiem- spojrzałam na niego jak na osobę mało kompetentną do rozmowy ze mną i z Kubą. Moim warkoczykiem?! Eh, eh, eh i wypluć.
-Słucham?- zamrugałam nerwowo.
-Nie będę się powtarzał Evans.
-Trudno, wybacz ale muszę iść nie mam dla ciebie teraz czasu- odparłam do Pottera wyniosłym tonem i wstałam z zimnej już trawy. Ja już nie mogę liczyć na jakiekolwiek życie prywatne dopóki Potter będzie w tej szkole. Muszę się jakoś pozbierać i pogodzić z tym faktem, bo trochę jeszcze tu pobędę. Co za niedojrzałe dziecko. Na prawdę, żeby tak podejść do kogoś i wypalić, że nie ma z kimś gadać, bo... to chamstwo bezgraniczne. Moja mama kiedy prawiła mi swoje nauki życiowe powtarzała mi zawsze, że nawet jak rzeczywistość jest okrutna to trzeba się z nią zmierzyć i pokonać. Chyba tak samo trzeba zrobić z Potterem. Weszłam przez dziurę do Pokoju Wspólnego i usiadłam na kanapie. Płomienie tańczyły w kominku jak na wiosennym balu wprawiając mnie w przyjemny nastrój. Uśmiechnęłam się sama do siebie i odpędzając miłe wspomnienia zaczęłam czytać podręcznik od Historii Magii.
***
-Emili! Dziecko czy ty nigdy nie wydoroślejesz?- krzyknęłam wchodząc do dormitorium napotykając się na kartki z napisami „Potter jest super, żyje tylko dla niego”.
-Co ci Lila? Straciłaś poczucie humoru?
-A ty chyba poczucie własnego rozumu, który i tak jest zbyt mały, żeby coś się tam wartościowego znalazło.
-To nie było miłe.
-Dobre stwierdzenie... Weź te poduszki z mojego łóżka. Fuj... byś się wstydziła, Emili. Ze zdjęciem Pottera, czy ty poskradałaś zmysły dziewczyno?
-Nie, chcę żeby cały świat widział, że...
-Skretyniałaś do kwadratu?
-Nie, że kocham Pottera- uśmiechnęła się do poduszki. Obrzydlistwo fuj, fuj, fuj. Rzuciłam w nią chwytając w dwa palce poduszkę.
To se go kochaj z daleka od mego łoża i moich żelków, budyni, kisieli, książek i ciuchów- rzuciłam jej jeszcze jedno nieprzyjemne spojrzenie i rzuciłam się na łóżko.
Lilyan Evans
2006-11-08 21:50:36
Brumu... brum titit...:D
Jak mi was miśki drogie brakuje :*. Łosia, Agniesiuni(dawniej Elen), Kasiuni(dawniej lily-evans-diary) gdzieś mi zanikłyście. Nieładnie :P. Ach jeszcze rok temu wszystkie pisałyście co się z wami moje drogie stało? Ja tu siama zostałam zupełnie alone. To bardzio nie fair a tak poza tym to jak ktoś chce mi tu komentować to nie ma możliwości usunęłam bo i tak coś tam nie działało i nie wiem zabajdzio co :/. Ostatnio znów weny ni mam więc notka w najbliższym czasie się ni pojawi papuś :*
Lilyan Evans
2006-08-08 11:33:04
Tajemniczy nieznajomy :]
Nie wiem co powiedzieć głupio mi, że dawno tu nie pisałam, ale wenę musiałam odnaleźć więc dedykacja dla Blacksun bo ty chyba tylko czytasz moją twórczość za co Ci dziękuję :*
29 marca
śpiwór, w którym ciasno :P:
-Aaaa.... rany! Idioto ty...
-Cicho bo obudzisz Śpiącą Królewnę.
-Jakie ty masz głupie pomysły, poco wsadzałeś mi tego pająka do śpiwora?
-Bo lubię twój wrzask Evans, wtedy sprawdzam wytrzymałość moich bębenków- spojrzałam na niego spode łba i odwróciłam się do niego plecami , a twarzą do słońca. Poranek był piękny jak zwykle. Ptaszki ćwierkały świerszcze cykały, trawa... świstała a ja stałam.
-Mogę stanąć koło ciebie?- spytał Potter.
-Czemu nie?- spytałam z politowaniem w głosie.
-O pozwalasz mi?
-Tak.
-A mogę bliżej.
-Yyy... no, chyba.
-A mogę Cię objąć?- przewróciłam oczami bo widziałam do czego zmierza.
-N- I- E! Jeszcze mam resztki swojej dumy.
-O hej, a co wy tak blisko?- zaspana Celi wyszła z namiotu ubrana tylko w bardzo skromną bieliznę :P. Nie no ta dziewczyna jest niepoważna.
-Y... nie żeby mi to przeszkadzało ale wybierasz się na plażę?- spytałam.
-Co? Aaaa...- to był przykład szybkiego kapnięcia :P.
-Ona zawsze taka przymulona?
-Prawie zawsze- zaśmialiśmy się, a później skapnęłam się, że śmiejemy się z tego samego więc przestałam.
-Celi idziesz się wykąpać czy nie?
-Idę, ała- krzyknęła.
-Masz jakiś problem.
-Nie! Idę już idę!!!!!
-Dobra, dobra,ja już idę najwyżej dojdziesz do mnie jak się wcześniej nie zabijesz- nie słysząc odpowiedzi pobiegłam w stroju nad jezioro. Lekki wiaterek powiewał w różne strony moje włosy, a słońca mocno świeciło w twarz. Stąpając po zieloniutkiej trawie czułam kropelki rosy, która nie zdążyła jeszcze wchłonąć w ziemię. Było normalnie cud miód. Zdjęłam klapki i zamoczyłam stopy w chłodnych, małych falach. Pływające wodorosty oplotły mi się wokół palców. Zamknęłam oczy i nagle poczułam jakiś dziwny chłód na ciele. Były to kropelki wody z jeziora, z rąk mojej przyjaciółki.
-Ej! Uważaj! Broń się!- wyczarowałam różdżką wiadro, nabrałam wody i i wylałam jej na głowę- Haha! Wyglądasz jak mokry szczur.
-Wrrr... zaraz też Cię tak zleję!
-Aaaaaaaaaaaaa- zaczęłam uciekać, aż wylądowałam w jakiś krzakach. Słysząc męskie śmiechy hihy podniosłam wzrok i co stało przede mną? Scarlet?- Nie wiedziałam, że masz męski śmiech, ale wiem, że zaraz będzie ci zimno.
-A czemu, aaaa zimno!
-Widzisz mam zdolności do wróżenia.
-Zaraz dostaniesz!!!- wskoczyłam szybko do wody, by dziewczyny nie miały tej satysfakcji, że mnie zlały.
-Hi, hi
-To nie fair.
-Wiem.
-Evans fajne bikini- usłyszałam Potterowy głos zza krzaków.
-Ta... a ty Scarlet to normalnie w tym jednoczęściowym wymiatasz- Black zakpił sobie.
-Ha, ha- tylko na tyle Scarlet było stać, bo była tak zawstydzona, że szukała pomocy w moich oczach.
-Zmiatajcie stąd!
-Nie! To wy raczej!
-No pewna jesteś?
-Tak.
-Ja bym nie był- Potter podbiegł do mnie i zaczął mnie chlapać. Co za dzieciak! Ach irytujący dzieciak. Czując, że się zaraz utopię popchnęłam go, a on już po chwili siedział śmiejąc się głupio. Podniósł się i zaczął mnie łaskotać.
-Potter hi, hi... przestań.
-Śmiejesz się jak hiena.
-Hi, hi... chcesz po pysku... hi, hi...
-Nie, hi, hi, ale buziaka- nie będąc za bardzo w stanie kopnęłam go w kolano, aż się wygiął. I dobrze :P. Za dużo sobie pozwala. Pokazałam mu jeszcze język i wyszłam z wody.
***
Po godzinie suszenia się poszłyśmy razem na śniadanie. Dumbledore jak zwykle musiał wygłosić swoje kazanie i życzyć nam smacznego. Usiadłam na drewnianej ławce, otulając się brązowym cieplutkim kocem. Dzisiaj pierwszy raz chyba nie jadłam szkolnej kaszki, tylko cud miód jajecznicę z boczkiem i pomidorkami i zamiast sików świętej weroniki piłam ludzką herbatkę z cytrynką i cukrem. Takie życie to ja lubię :). Potter oczywiście stanął sobie pośród dziewczyn z naszej klasy i zaczął z nimi flirtować jak zwykle zresztą. Dobrze, że szybko wstałam z mojego siedzenia bo mnie by dręczył swoimi nudnymi tekstami :P. W stylu „Ach Evans masz piękną fryzurę, byłaś u fryzjera może?” albo „Ale masz ładne nogi powinnaś więcej razy zakładać spódniczki!”. Zaśmiałam się w środku aż coś mi w żołądku się poprzewracało. Usiadłam na trawie po bardzo długiej wędrówce nad jeziorko :P. Marcowe słońce wschodziło coraz wyżej i zaczęło tak grzać jakby to był maj i nagle uświadomiłam sobie, że mamy marzec i, że wykąpałam się w lodowato zimnej wodzie, trudno najwyżej będę chora. Wiatr popychał długie źdźbła trawy to w jedną to w drugą stronę, a białe obłoki przesuwając się po błękitnym niebie układały się w coraz to bardziej dziwne kształty. Spojrzałam w taflę wody, na której zaczęły pojawiać się duże koła, zakłócając obraz mojej piegowatej twarzy oraz drzew, których okazałe korony z dnia na dzień zieleniały coraz bardziej. Do drzew i mojej twarzy dołączył się się druga, lecz z blond włosami opadającymi na czoło, a wręcz na oczy, które zdawały się być szarozielone. Nie zdawała ona się być znajoma, ale za każdym razem jak na nią spojrzałam robiło mi się ciepło i przyjemnie w środku. Przeniosłam wzrok do góry by spojrzeć na danego osobnika i wstałam z chłodnej ziemi. Nie wiedziałam kim jest, ale wydawało mi się, że znam go całe życie. Nie wiedziałam za bardzo co się dzieje, a nie jest to zbyt przyjemne uczucie.
-Lili! Co ty tam robisz?! Musimy się przygotować a mi się zmazał lakier z paznokci!- Celi zakrzyknęła z niewiadomego powodu siedząc na drewnianej ławce przy naszym namiocie. Spojrzałam jeszcze raz na chłopaka i podeszłam do Celi.
-To było dziwne.
-Co było dziwne? Nic właściwie nie mów. Wiesz ile ty tam godzin przesiedziałaś kochana?
-Co? A która jest?
-Piąta! Nie widzisz, że słońce jest już pomarańczowe?! Nie zdążymy się przygotować na ten głupi bal! Jakbym nie wysłała do ciebie tego niemowy z Ravenclawu to pewnie w ogóle byś nie przyszła...
-To ty go wysłałaś?
-Tak a co?
-Nie nic- przewróciłam oczami bo ona zawsze panikuje z powodu jakiejś głupoty. Weszłam do namiotu i niestety prawie zemdlałabym na widok porozrzucany gaci należących do Celi.
-Celi!! Fuj wywalam je!
-A eksplozja gaciowa!- zawołała kryjąc się za swoją torbą.
-Evans co ty kurka robisz?- spytał Potter dostając jedną parą w twarz.
-Lepiej zapytaj się o to Celi bo ja nie mam zamiaru odpowiadać tak tępej głowie jak twoja- syknęłam i zamknęłam namiot, żeby nikt mnie nie podglądał w czasie przebierania się w sukienkę.
-Evans może ci pomóc?
-Nie dziękuje. Obejdę się bez twojej pomocy- powiedziałam grzecznie ale stanowczo.
-Jesteś pewna, że sobie poradzisz?- spytał drugi głos należący do Blacka.
-Tak jestem absolutnie pewna... kurcze stanik mi spadł!- wrzasnęłam.
-Uuuuuu... chyba jednak potrzebujesz pomocy.
-Potter czy ty koniecznie chcesz mnie wyprowadzić z równowagi?
-Dobrze dobrze już sobie idziemy chodź Łapa- powiedział, ale zdawało się to być dosyć podejrzane, więc przez jakiś czas nie wychodziłam z namiotu. Wyciągnęłam lusterko z torebki, lekko podmalowałam rude rzęsy i niewielką warstwą błyszczyku ozdobiłam usta. Moja mama powiedziałaby pewnie wtedy, że wyglądam jak rozkwitający kwiat na łące, ale ja bardziej wyszukałabym porównania kolorowa jak skrzydła motyla. Właściwie to to i to mi jak najbardziej pasuje :D.
*****
-Ah Lili wyglądasz jak Róża- zetknęłam się z jeszcze jednym porównaniem mojego stroju, które chyba najbardziej mi odpowiadało.
-Dzięki Scarlet, ale ty wyglądasz lepiej.
-Jasne, jasne. Chodź bo się spóźnimy- Rozejrzałam się dookoła. Ciemne niebo przyozdobione było gwiazdkami, które świeciły się bardziej niż mój błyszczyk na ustach, a trawa w ich świetle zdawała się być bardziej czarna niż zielona. Patrząc na wprost widziałam wielkie ognisko, z którego tlił się dym, a w mych uszach słychać było piękną, spokojną muzykę puszczaną z adapteru :]. Nagle poczułam jak czyjeś ręce oplatują się na mojej tali. Nie widziałam twarzy tej osobistości, lecz oczy były widoczne. Były to te oczy, które widziałam nad jeziorem. Zielonoszare oczy, które świeciły się w świetle księżyca. Objęłam jego szyję i zaczęłam tańczyć topiąc się w tym magicznie pięknym blasku.
Lilyan Evans
2006-07-31 18:12:07
Ogniska już dogasza blask...
Deduś dla Łosia dobry stary i kochany antypotterówek mały :P.
28 marca
dormitorium dziewczyn:
Im bardziej zieleni się trawa na Hogwarckich błoniach tym bardziej zbliża się data Pierwszego Dnia Wiosny. Wszystko nabiera tych takich pięknych barw. Wszędzie widać te wesołe kolory. Za każdym razem gdy spojrzę w moje okienko w dormitorium widzę ostro-zielone liście rosnące na drzewach i trawę, która jest coraz wyższa i sięga mi już do kolan. W tym wiosennym czasie na każdej twarzy maluje się piękny uśmieszek, nawet na mojej, która jest nadzwyczaj zmęczona po tygodniach ciężkiego zakuwania do krótkich sprawdzianików. Do tego jeszcze w Pierwszy Dzień Wiosny czyli dokładnie jutro ma się odbyć wiosenny bal dla całej szkoły, który jest co roku doprawdy ale w tym był zupełnie nie na rękę. Wszyscy obłożeni zadaniami domowymi musieli zrezygnować z odrabiania ich i wyprawić się do Hogsmeade po nowe ciuchy.
Jak też co roku o tej porze siedziałyśmy swoim zakichanym zwyczajem ze Scarlet przy stoliku w Hogsmeade i zmęczone zakupami naszych „przecudnych” sukienek piłyśmy koktajl owocowy z dodatkiem jakichś kwaśnych, zielonych glutów. W wąskiej przytulnej uliczce spacerowało pełno par, które były w swoim własnym świecie miłości. Ptaszki ćwierkały, pszczółki bzyczały, a moja głowa powoli opadała na stół jak na poduszkę.
-Czy w tej szkole wszyscy mają klapki na oczach?- powiedziała Scarlet a ja trzasnęłam głową w rynnę a później o stół.
-Cholera! Co masz na myśli?
-No to, że ta Klara z trzeciego roku ma nawet chłopaka a my jesteśmy same.
-Mnie to nie przeszkadza. Mogę być sama. Czego ci brakuje? Słuchania od chłopaka jaka ty jesteś piękna i języka, którego pakuje ci do ust. Fuj...
-Źle na to patrzysz Lili.
-To chyba ty kochana- wstałam od stolika zatykając sobie uszy, będąc skazana całą drogę wysłuchiwać jak ona źle się czuję.
***
Po drodze do zamku mijałyśmy drzewa obrośnięte kwitnącymi kwiatkami. Motylki ,pszczółki i ptaszki latały nam nad głowami. Ćwir, ćwir. Jeden zleciał mi na rękę i siedział tak przez piętnaście minut, aż mu się znudziło i odleciał. Lekki wiatr wiał na trawę kołysząc ją to w jedną to w drugą stronę, a ja rozmyślałam jakie to życie jest piękne, lecz po chwili w tą moją teorię zwątpiłam, gdy zobaczyłam Pottera, który w dziwnej samotności siedział nad jeziorem przeżuwając źdźbło trawy. Wzruszyłam ramionami, bo nie miałam ochoty psuć sobie humoru przez niego. Poszłyśmy do Wielkiej Sali na obiad. Usiadłam na swoim miejscu. Emili jak zwykle o czymś nawijała za pewne o Potterze, ale jak zwykle strasznie nie chciało mi się jej słuchać. Zjadłam sobie kromkę chleba i tylko ją zjadłam, bo na nic innego nie miałam ochoty. Dyrektor wstał ze swojego miejsca i zaczął nawijać.
-Kochane dzieci! Jak wiecie jutro jak to robimy co roku będziemy balować na dworze. Dziś nie przyjdzie wam spędzać wieczoru w dormitoriach tylko na świeżym powietrzu pod namiotami przy ognisku czekając na nadejście wiosny, więc radzę wam się jeszcze cieplej ubrać, a teraz jedzcie sobie pysznego kurczaka.
-No to teraz się jeszcze przeziębię- wygłosiła Celi.
-Fajnie, że nas o tym informujesz- odpowiedziałam- zaopatrzę się w maseczki i w razie czego w chusteczki.
-Jasne bardzo śmieszne wiesz.
-Nie ma to jak moje poczucie humoru. Scarlet idziesz się spakować?
-Dobra, już idę, ale nie strasz mnie tymi twoimi kocimi pazurami bo się boję.
-Nie mam kocich pazurów. Masz zwidy kochana. Chodź, że wreszcie!- pociągnęłam Scarlet do dormitorium. Mój Boże ile ten klops waży! Ale nic jej nie mówiłam na temat jej wagi bo od razu by się na mnie obraziła i zrobiła uwagę na temat Pottera. Nie wiem czemu ale zawsze jak mówię o jej wadze to zawsze zmienia temat na Pottera. Ale to Scarlet więc właściwie jej zrozumieć za Chiny się nie da. Taki dziwak z niej niestety :P.
***
-Kocham drzewa, krzewy, kwiatki, pszczółki i ten zamek.
-Ta fajnie ale nie musisz nam wszystkim o tym mówić, a przynajmniej nie wrzeszcz dobrze?
-Ale ja muszę cieszyć się radością z innymi- stałyśmy sobie spokojnie na dworze czekając na przydział do namiotów. Wiatr szumiał nam w uszach, czasem słychać było jakieś bzyknięcie, brzdąknięcie, lub po prostu puknięcie czyjegoś plecaka o stare, spróchniałe drzewo. Strasznie mi się nudziło, że aż zaczęłam sobie śpiewać „gdy strumyk płynie z wolna...” do póki Potter potrzedł do mnie i powiedział, że mam piękny głos ale nie powinnam go nadwyrężać. Co za głupek. Ja i tek będę śpiewać i śpiewać i śpiewać. W końcu nadeszła kolej na mnie podeszłam do McGonagal i co? Myślałam, że przydzilą mnie do Scarlet a tu:
-Lily Evans, James Potter i Celestyna Darkness.
-Co? To znaczy... nie mam zamiaru spać z nim pod jednym namiotem!
-Evans proszę się opanować, bo zaraz pozbawię pięćdziesięciu punktów Gryffindoru. Nie zmienię twoich stosunków z Potterem.
-Nie musi pani.
-To dobrze.
-Może pani mnie po prostu przydzielić do kogoś innego.
-Evans pozbawić cię języka Evans, czy w spokoju pozwolisz mi dokończyć listę?- life is brutal. Usiadłam na kamienu przy moim namiocie z numerem dziewięć. Dwoma plusami tragicznej sytuacji było to, że namiot stał w miejscu dobrze oświetlonym. Kiedy wszyscy marzli pod wieczór ja i Celi miałyśmy cieplutko i milutko :).
-Lili nie uważasz, że jest wspaniale?
-Nie.
-Czemu?
-Bo Potter będzie spał z nami. Będę musiała się odkażać.
-Jasne odbiło ci, ale to nie nowość.
-Ehe... jasne chodź bo sie spóźnimy na te pieprzone ognisko- pociągnęłam ją za sobą i poszłyśmy w stronę blasku ognia. Miejsce to było bardzo zatłoczone jak też było co roku. Usiadłam na drewnianej ławce okrywając się jednocześnie grubym kocem. W powietrzu czuć było zmieszany zapach lasu z zapachem ogniska. Wzięłam do ręki moją gitarę i zaczęłam grać.
-
Mmmyy...
Jea... jea... jea...
Mama take this badge off of me.
I can't use it anymore
It's getting dark to dark to see,
I feel like I'm knockin' on heaven's door....- zachodzące słońce rzucało swoje ostatnie pomarańczowe promienie na szkolne namioty. Z Zakazanego lasu czasem słychać było pochukiwania sów. Płomienie przyjemnie strzelając w ognisku ocieplały nas i dawało pomarańczowo żółte swiatło. Porywisty, wiatr zrywał zielone, młode liście z koron drzew, szeleszcząc przy tym przyjemnie. Jasno zielona trawa uginała się to w jedną to w drugą stronę. W powietrzu zaczęły fruwać pozrywane przez wiatr kwiaty,
-
Knock, knock, knockin' on heavens door
Knock, knock, knockin' on heavens door
Knock, knock, knockin' on heavens door
Knock, knock knockin' on heavens door
Mama, put my guns in the ground,
I can't shut them anymore
That long black, cloud is coming down.
I feel like I'm knockin' on heavens door.
Knock, knock, knockin' on heavens door
Knock, knock, knockin' on heavens door
Knock, knock, knockin' on heavens door
Knock, knock knockin' on heavens door- na niebiesko-czarnym niebie zaczęły świecić gwiazdy. Zapach ogniska i pieczonych kiełbasek powoli słabł, a ja w tej magicznej atmosferze zagrałam ostatnią piosenkę:
-
Ogniska już dogasza blask
braterski splećmy krąk
w wieczornej ciszy, w świetle gwiazd
ostatni uścisk rąk
Kto raz przyjaźni poznał moc
nie będzie trwonił słów
przy innym ogniu, w inną noc
do... zobaczenia... znów... - ostatnie, wesołe akordy rozpłynęły się w magicznej leśnej ciszy i słychać już tylko było przyjemne cykanie świerszczy. Siedzieliśmy wszyscy razem w kręgu. Nawet nie czułam, że jest mi zimno, bo siedzieliśmy tak z ciśnięci, że nie mogłam oddychać. Było mi tak przyjemnie, że nie chciało mi się wstawać z ciepłej już drewnianej ławki, a niestety musiałam to zrobić w końcu bo Dumbledore i McGonagal zażądali pójście do namiotów.
***
Siedziałam niestety z jedną moją przyjaciółką przy namiocie bo nas wszystkie rozdzielili. Rozpaliłyśmy sobie ognisko,by było nam ciepło i na szczęście siedziałyśmy same bez Pottera, bo pan zarozumiały poszedł sobie gdzieś w las z kolegami.
-Wiesz ja chyba prześpię się na dworze- powiedziała Celi.
-Czemu?
-Nie chcę przeszkadzać tobie i Potterowi- pokazała mi język.
-Ha, ha umrę ze śmiechu- zakpiłam i się obraziłam- idę spać i to ja będę spać na świeżym powietrzu a ty będziesz dusić się z Potterem-wzięłam poduszkę i śpiwór z namiotu i położyłam się na ziemi, wpatrzona w gwiazdy. Kto wie może ten biwak nie będzie wcale taki zły :).
P.S Jeśli ktoś z was umie grać na gitarze to dokładam akordy do „Knockin' on heavens door”
G G D D D a7
Mama take this badge off of me.
G G D D C
I can't use it anymore
G G D D D D a7
It's getting dark to dark to see,
G G D D D C C
I feel like I'm knockin' on heaven's door...
G G G D D a7 a7
Knock, knock, knockin' on heavens door
G G G D D C C
Knock, knock, knockin' on heavens door
G G G D D a7 a7
Knock, knock, knockin' on heavens door
G G G D D C C
Knock, knock knockin' on heavens door
G G D D D a7 a7
Mama, put my guns in the ground,
G G D D D C
I can't shut them anymore
G G D D a7
That long black, cloud is coming down.
G G D D D C C
I feel like I'm knockin' on heaven's door...
G G G D D a7 a7
Knock, knock, knockin' on heavens door
G G G D D C C
Knock, knock, knockin' on heavens door
G G G D D a7 a7
Knock, knock, knockin' on heavens door
G G G D D C C
Knock, knock knockin' on heavens door
Lilyan Evans
2006-03-18 11:30:10
Oj... święta święta :)
Tak już na początku Grudnia zapowiadam, że będzie dużo notek :). W święta będę codziennie pisać. Wiem, że się cieszycie :P. A tak w ogóle to pozdrawiasy i uściski dla:
-Ani G.
-Emili C.
-Kamila L.
-Dawida L. (bo jesteś chory i brak mi naszych wygłupów :*)
Lilyan Evans
2005-12-04 15:19:04
Walentynki part two
-Och… to tak jak scena z horroru- mruknęła pod nosem Celi zbiegając ze schodów i siadając koło nas.
-Co się stało?- spytałam, choć myślami
Byłam zupełnie gdzie indziej. Co ten głupek znów wymyślił?
-A co miało się niby stać?
-Masz minę jakbyś najadła się czegoś niestrawnego, albo jakby pies zwymiotował Ci do buzi.
-Dobra. Dałam temu z siódmej klasy.
-Ale co? Kopa?
-Nie pało! Serduszko, a wiesz co on na to?
-Nie wyglądam na wróżkę.
-Przestań Lili. Ja tu mam poważne problemy!
-Dobra, dobra mów. Od początku mówiłam Ci, że to zły pomysł.
-Dasz mi dokończyć.
-Tak.
-No, więc dałam mu serduszko, a on powiedział, że mam spieprzać i że ma już na dziś dosyć takich jak ja.
-I ty tym się przejmujesz?
-Tak. Ja już nigdzie takiego nie znajdę.
-Znajdziesz młodszego, niezarozumiałego i miłego- włączyła się do rozmowy Lucy.
-Chodźmy, gdzie indziej topić twoje smutki, bo to jest zbyt nudna nora, by w niej siedzieć.
-Z tego co wyczytałam w tej debilnej gazecie to na pierwszą fazę rozstania…- Lucy urwała spoglądając jednym okiem na Celi-… choć ty w niej nie jesteś, bo wcale z nim nie byłaś związana potrzebna będzie ci czekolada i pełno płyt ze smętną muzą- szłyśmy przez korytarze, lekki wiaterek wiał z dziur w okiennicach i wpadało trochę przez nie białego zimnego puchu. Doszłyśmy do jakiegoś holu, w którym kłębiło się, ąż od dziewczyn w różowych sukniach z falbanami.
-Nie zapowiada się ciekawie. Celi co ci? Nie słuchasz… o mój Boże- zamarłam nagle w miejscu. Na korytarzu widniał wielki plakat z napisem „Kocham ciebie Lili Ewans”. I to do tego z błędem w nazwisku.
-To mi bardziej poprawi humor. Ha! Ha!
-To nie jest śmieszne! Do Jasnej Anielki kto to wymyślił?!
-Tego nikt nie wymyślił Lili. Ktoś ciebie kocha.
-Lucy nie wydurniaj się i pomóż mi to zdjąć.
-Ciekawe jak. Jeśli nie zauważyłaś nie ma tu ośmiometrowej drabiny.
-A po co uczymy się czarować co?!
-Nie wiem- przewróciłam oczami. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się twarzą do danego obiektu i spojrzałam prosto w chytro-przebiegłą twarz, z ohydnymi okularkami.
-Potter to wasza robota domyślam się.
-To my Lili się zmywamy- powiedziała Lucy i poszła gdzieś razem z Celi.
-A jak inaczej.
-Tak, jasne i jeszcze zacznij się popisywać przed tymi różowymi klonami proszę bardzo.
-Czemu nie?! Zabronisz mi?!
-Pewnie, że nie bo pan Wielkie P. oczywiście jest pępkiem Hogwartu i może robić co mu tylko przyjdzie głupiego do głowy. Rób sobie co chcesz, ale mnie w to nie mieszaj!
-Słucham? To ty jesteś straszną egoistką! I ciągle na mnie wrzeszczysz! Wielka Pani E. ciągle przewraca oczami na innych i jesteś wielką kujonicą!- spojrzałam mu w oczy. Spokojnie to tylko Potter… Potter… Potter… Potter. Poczułam, że oczy trochę napełniły się łzami. Nie chcąc pokazywać czterem nadmuchanym z dumy, że mogą się popisać chłopcom, że wzruszyłam się jego chłodnym tonem, powiedziałam jeszcze tylko:
-Tak na marginesie jakbyś nie wiedział to Evans piszę się przez „v”- rzuciłam głową w odwrotną stronę i odeszłam, przepychając się między różowymi pannicami. Jak on może coś takiego o mnie mówić?! Jeszcze nigdy czegoś takiego od niego nie usłyszałam! Ale nie, spokojnie nie będę się martwić tym niedojrzałym pacanem! Kilka ciepłych łez zleciało mi po policzku. Nie będę płakać. Wtargnęłam ze złością do dormitorium. Dziewczyny obrzuciły mnie pytającymi spojrzeniami, a ja tylko uśmiechnęłam się rzucając się na łóżko i zasłaniając jego zasłony. Czy mówiłam już, że nie cierpię walentynek?
Lilyan Evans
2005-11-20 20:55:34
Magic Book
write
read
I read...Dora My...Jackie Potter NajlepszeFay Jen Dooley Elen
2006
listopadsierpieńlipiecmarzec2005
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecień
About Lay:
Copyright (c)
www.mojemagiczneja.blog.pl
All right reserved!