Ogniska już dogasza blask...



Deduś dla Łosia dobry stary i kochany antypotterówek mały :P.
28 marca
dormitorium dziewczyn:



Im bardziej zieleni się trawa na Hogwarckich błoniach tym bardziej zbliża się data Pierwszego Dnia Wiosny. Wszystko nabiera tych takich pięknych barw. Wszędzie widać te wesołe kolory. Za każdym razem gdy spojrzę w moje okienko w dormitorium widzę ostro-zielone liście rosnące na drzewach i trawę, która jest coraz wyższa i sięga mi już do kolan. W tym wiosennym czasie na każdej twarzy maluje się piękny uśmieszek, nawet na mojej, która jest nadzwyczaj zmęczona po tygodniach ciężkiego zakuwania do krótkich sprawdzianików. Do tego jeszcze w Pierwszy Dzień Wiosny czyli dokładnie jutro ma się odbyć wiosenny bal dla całej szkoły, który jest co roku doprawdy ale w tym był zupełnie nie na rękę. Wszyscy obłożeni zadaniami domowymi musieli zrezygnować z odrabiania ich i wyprawić się do Hogsmeade po nowe ciuchy.
Jak też co roku o tej porze siedziałyśmy swoim zakichanym zwyczajem ze Scarlet przy stoliku w Hogsmeade i zmęczone zakupami naszych „przecudnych” sukienek piłyśmy koktajl owocowy z dodatkiem jakichś kwaśnych, zielonych glutów. W wąskiej przytulnej uliczce spacerowało pełno par, które były w swoim własnym świecie miłości. Ptaszki ćwierkały, pszczółki bzyczały, a moja głowa powoli opadała na stół jak na poduszkę.
-Czy w tej szkole wszyscy mają klapki na oczach?- powiedziała Scarlet a ja trzasnęłam głową w rynnę a później o stół.
-Cholera! Co masz na myśli?
-No to, że ta Klara z trzeciego roku ma nawet chłopaka a my jesteśmy same.
-Mnie to nie przeszkadza. Mogę być sama. Czego ci brakuje? Słuchania od chłopaka jaka ty jesteś piękna i języka, którego pakuje ci do ust. Fuj...
-Źle na to patrzysz Lili.
-To chyba ty kochana- wstałam od stolika zatykając sobie uszy, będąc skazana całą drogę wysłuchiwać jak ona źle się czuję.
***
Po drodze do zamku mijałyśmy drzewa obrośnięte kwitnącymi kwiatkami. Motylki ,pszczółki i ptaszki latały nam nad głowami. Ćwir, ćwir. Jeden zleciał mi na rękę i siedział tak przez piętnaście minut, aż mu się znudziło i odleciał. Lekki wiatr wiał na trawę kołysząc ją to w jedną to w drugą stronę, a ja rozmyślałam jakie to życie jest piękne, lecz po chwili w tą moją teorię zwątpiłam, gdy zobaczyłam Pottera, który w dziwnej samotności siedział nad jeziorem przeżuwając źdźbło trawy. Wzruszyłam ramionami, bo nie miałam ochoty psuć sobie humoru przez niego. Poszłyśmy do Wielkiej Sali na obiad. Usiadłam na swoim miejscu. Emili jak zwykle o czymś nawijała za pewne o Potterze, ale jak zwykle strasznie nie chciało mi się jej słuchać. Zjadłam sobie kromkę chleba i tylko ją zjadłam, bo na nic innego nie miałam ochoty. Dyrektor wstał ze swojego miejsca i zaczął nawijać.
-Kochane dzieci! Jak wiecie jutro jak to robimy co roku będziemy balować na dworze. Dziś nie przyjdzie wam spędzać wieczoru w dormitoriach tylko na świeżym powietrzu pod namiotami przy ognisku czekając na nadejście wiosny, więc radzę wam się jeszcze cieplej ubrać, a teraz jedzcie sobie pysznego kurczaka.
-No to teraz się jeszcze przeziębię- wygłosiła Celi.
-Fajnie, że nas o tym informujesz- odpowiedziałam- zaopatrzę się w maseczki i w razie czego w chusteczki.
-Jasne bardzo śmieszne wiesz.
-Nie ma to jak moje poczucie humoru. Scarlet idziesz się spakować?
-Dobra, już idę, ale nie strasz mnie tymi twoimi kocimi pazurami bo się boję.
-Nie mam kocich pazurów. Masz zwidy kochana. Chodź, że wreszcie!- pociągnęłam Scarlet do dormitorium. Mój Boże ile ten klops waży! Ale nic jej nie mówiłam na temat jej wagi bo od razu by się na mnie obraziła i zrobiła uwagę na temat Pottera. Nie wiem czemu ale zawsze jak mówię o jej wadze to zawsze zmienia temat na Pottera. Ale to Scarlet więc właściwie jej zrozumieć za Chiny się nie da. Taki dziwak z niej niestety :P.
***
-Kocham drzewa, krzewy, kwiatki, pszczółki i ten zamek.
-Ta fajnie ale nie musisz nam wszystkim o tym mówić, a przynajmniej nie wrzeszcz dobrze?
-Ale ja muszę cieszyć się radością z innymi- stałyśmy sobie spokojnie na dworze czekając na przydział do namiotów. Wiatr szumiał nam w uszach, czasem słychać było jakieś bzyknięcie, brzdąknięcie, lub po prostu puknięcie czyjegoś plecaka o stare, spróchniałe drzewo. Strasznie mi się nudziło, że aż zaczęłam sobie śpiewać „gdy strumyk płynie z wolna...” do póki Potter potrzedł do mnie i powiedział, że mam piękny głos ale nie powinnam go nadwyrężać. Co za głupek. Ja i tek będę śpiewać i śpiewać i śpiewać. W końcu nadeszła kolej na mnie podeszłam do McGonagal i co? Myślałam, że przydzilą mnie do Scarlet a tu:
-Lily Evans, James Potter i Celestyna Darkness.
-Co? To znaczy... nie mam zamiaru spać z nim pod jednym namiotem!
-Evans proszę się opanować, bo zaraz pozbawię pięćdziesięciu punktów Gryffindoru. Nie zmienię twoich stosunków z Potterem.
-Nie musi pani.
-To dobrze.
-Może pani mnie po prostu przydzielić do kogoś innego.
-Evans pozbawić cię języka Evans, czy w spokoju pozwolisz mi dokończyć listę?- life is brutal. Usiadłam na kamienu przy moim namiocie z numerem dziewięć. Dwoma plusami tragicznej sytuacji było to, że namiot stał w miejscu dobrze oświetlonym. Kiedy wszyscy marzli pod wieczór ja i Celi miałyśmy cieplutko i milutko :).
-Lili nie uważasz, że jest wspaniale?
-Nie.
-Czemu?
-Bo Potter będzie spał z nami. Będę musiała się odkażać.
-Jasne odbiło ci, ale to nie nowość.
-Ehe... jasne chodź bo sie spóźnimy na te pieprzone ognisko- pociągnęłam ją za sobą i poszłyśmy w stronę blasku ognia. Miejsce to było bardzo zatłoczone jak też było co roku. Usiadłam na drewnianej ławce okrywając się jednocześnie grubym kocem. W powietrzu czuć było zmieszany zapach lasu z zapachem ogniska. Wzięłam do ręki moją gitarę i zaczęłam grać.
-Mmmyy...
Jea... jea... jea...
Mama take this badge off of me.
I can't use it anymore
It's getting dark to dark to see,
I feel like I'm knockin' on heaven's door...
.- zachodzące słońce rzucało swoje ostatnie pomarańczowe promienie na szkolne namioty. Z Zakazanego lasu czasem słychać było pochukiwania sów. Płomienie przyjemnie strzelając w ognisku ocieplały nas i dawało pomarańczowo żółte swiatło. Porywisty, wiatr zrywał zielone, młode liście z koron drzew, szeleszcząc przy tym przyjemnie. Jasno zielona trawa uginała się to w jedną to w drugą stronę. W powietrzu zaczęły fruwać pozrywane przez wiatr kwiaty,
-Knock, knock, knockin' on heavens door
Knock, knock, knockin' on heavens door
Knock, knock, knockin' on heavens door
Knock, knock knockin' on heavens door

Mama, put my guns in the ground,
I can't shut them anymore
That long black, cloud is coming down.
I feel like I'm knockin' on heavens door.

Knock, knock, knockin' on heavens door
Knock, knock, knockin' on heavens door
Knock, knock, knockin' on heavens door
Knock, knock knockin' on heavens door
- na niebiesko-czarnym niebie zaczęły świecić gwiazdy. Zapach ogniska i pieczonych kiełbasek powoli słabł, a ja w tej magicznej atmosferze zagrałam ostatnią piosenkę:
-Ogniska już dogasza blask
braterski splećmy krąk
w wieczornej ciszy, w świetle gwiazd
ostatni uścisk rąk

Kto raz przyjaźni poznał moc
nie będzie trwonił słów
przy innym ogniu, w inną noc
do... zobaczenia... znów...
- ostatnie, wesołe akordy rozpłynęły się w magicznej leśnej ciszy i słychać już tylko było przyjemne cykanie świerszczy. Siedzieliśmy wszyscy razem w kręgu. Nawet nie czułam, że jest mi zimno, bo siedzieliśmy tak z ciśnięci, że nie mogłam oddychać. Było mi tak przyjemnie, że nie chciało mi się wstawać z ciepłej już drewnianej ławki, a niestety musiałam to zrobić w końcu bo Dumbledore i McGonagal zażądali pójście do namiotów.
***
Siedziałam niestety z jedną moją przyjaciółką przy namiocie bo nas wszystkie rozdzielili. Rozpaliłyśmy sobie ognisko,by było nam ciepło i na szczęście siedziałyśmy same bez Pottera, bo pan zarozumiały poszedł sobie gdzieś w las z kolegami.
-Wiesz ja chyba prześpię się na dworze- powiedziała Celi.
-Czemu?
-Nie chcę przeszkadzać tobie i Potterowi- pokazała mi język.
-Ha, ha umrę ze śmiechu- zakpiłam i się obraziłam- idę spać i to ja będę spać na świeżym powietrzu a ty będziesz dusić się z Potterem-wzięłam poduszkę i śpiwór z namiotu i położyłam się na ziemi, wpatrzona w gwiazdy. Kto wie może ten biwak nie będzie wcale taki zły :).
P.S Jeśli ktoś z was umie grać na gitarze to dokładam akordy do „Knockin' on heavens door”
G G D D D a7
Mama take this badge off of me.
G G D D C
I can't use it anymore
G G D D D D a7
It's getting dark to dark to see,
G G D D D C C
I feel like I'm knockin' on heaven's door...
G G G D D a7 a7
Knock, knock, knockin' on heavens door
G G G D D C C
Knock, knock, knockin' on heavens door
G G G D D a7 a7
Knock, knock, knockin' on heavens door
G G G D D C C
Knock, knock knockin' on heavens door
G G D D D a7 a7
Mama, put my guns in the ground,
G G D D D C
I can't shut them anymore
G G D D a7
That long black, cloud is coming down.
G G D D D C C
I feel like I'm knockin' on heaven's door...
G G G D D a7 a7
Knock, knock, knockin' on heavens door
G G G D D C C
Knock, knock, knockin' on heavens door
G G G D D a7 a7
Knock, knock, knockin' on heavens door
G G G D D C C
Knock, knock knockin' on heavens door


Lilyan Evans
2006-03-18 11:30:10