Tajemniczy nieznajomy :]
Nie wiem co powiedzieć głupio mi, że dawno tu nie pisałam, ale wenę musiałam odnaleźć więc dedykacja dla Blacksun bo ty chyba tylko czytasz moją twórczość za co Ci dziękuję :*
29 marca
śpiwór, w którym ciasno :P:
-Aaaa.... rany! Idioto ty...
-Cicho bo obudzisz Śpiącą Królewnę.
-Jakie ty masz głupie pomysły, poco wsadzałeś mi tego pająka do śpiwora?
-Bo lubię twój wrzask Evans, wtedy sprawdzam wytrzymałość moich bębenków- spojrzałam na niego spode łba i odwróciłam się do niego plecami , a twarzą do słońca. Poranek był piękny jak zwykle. Ptaszki ćwierkały świerszcze cykały, trawa... świstała a ja stałam.
-Mogę stanąć koło ciebie?- spytał Potter.
-Czemu nie?- spytałam z politowaniem w głosie.
-O pozwalasz mi?
-Tak.
-A mogę bliżej.
-Yyy... no, chyba.
-A mogę Cię objąć?- przewróciłam oczami bo widziałam do czego zmierza.
-N- I- E! Jeszcze mam resztki swojej dumy.
-O hej, a co wy tak blisko?- zaspana Celi wyszła z namiotu ubrana tylko w bardzo skromną bieliznę :P. Nie no ta dziewczyna jest niepoważna.
-Y... nie żeby mi to przeszkadzało ale wybierasz się na plażę?- spytałam.
-Co? Aaaa...- to był przykład szybkiego kapnięcia :P.
-Ona zawsze taka przymulona?
-Prawie zawsze- zaśmialiśmy się, a później skapnęłam się, że śmiejemy się z tego samego więc przestałam.
-Celi idziesz się wykąpać czy nie?
-Idę, ała- krzyknęła.
-Masz jakiś problem.
-Nie! Idę już idę!!!!!
-Dobra, dobra,ja już idę najwyżej dojdziesz do mnie jak się wcześniej nie zabijesz- nie słysząc odpowiedzi pobiegłam w stroju nad jezioro. Lekki wiaterek powiewał w różne strony moje włosy, a słońca mocno świeciło w twarz. Stąpając po zieloniutkiej trawie czułam kropelki rosy, która nie zdążyła jeszcze wchłonąć w ziemię. Było normalnie cud miód. Zdjęłam klapki i zamoczyłam stopy w chłodnych, małych falach. Pływające wodorosty oplotły mi się wokół palców. Zamknęłam oczy i nagle poczułam jakiś dziwny chłód na ciele. Były to kropelki wody z jeziora, z rąk mojej przyjaciółki.
-Ej! Uważaj! Broń się!- wyczarowałam różdżką wiadro, nabrałam wody i i wylałam jej na głowę- Haha! Wyglądasz jak mokry szczur.
-Wrrr... zaraz też Cię tak zleję!
-Aaaaaaaaaaaaa- zaczęłam uciekać, aż wylądowałam w jakiś krzakach. Słysząc męskie śmiechy hihy podniosłam wzrok i co stało przede mną? Scarlet?- Nie wiedziałam, że masz męski śmiech, ale wiem, że zaraz będzie ci zimno.
-A czemu, aaaa zimno!
-Widzisz mam zdolności do wróżenia.
-Zaraz dostaniesz!!!- wskoczyłam szybko do wody, by dziewczyny nie miały tej satysfakcji, że mnie zlały.
-Hi, hi
-To nie fair.
-Wiem.
-Evans fajne bikini- usłyszałam Potterowy głos zza krzaków.
-Ta... a ty Scarlet to normalnie w tym jednoczęściowym wymiatasz- Black zakpił sobie.
-Ha, ha- tylko na tyle Scarlet było stać, bo była tak zawstydzona, że szukała pomocy w moich oczach.
-Zmiatajcie stąd!
-Nie! To wy raczej!
-No pewna jesteś?
-Tak.
-Ja bym nie był- Potter podbiegł do mnie i zaczął mnie chlapać. Co za dzieciak! Ach irytujący dzieciak. Czując, że się zaraz utopię popchnęłam go, a on już po chwili siedział śmiejąc się głupio. Podniósł się i zaczął mnie łaskotać.
-Potter hi, hi... przestań.
-Śmiejesz się jak hiena.
-Hi, hi... chcesz po pysku... hi, hi...
-Nie, hi, hi, ale buziaka- nie będąc za bardzo w stanie kopnęłam go w kolano, aż się wygiął. I dobrze :P. Za dużo sobie pozwala. Pokazałam mu jeszcze język i wyszłam z wody.
***
Po godzinie suszenia się poszłyśmy razem na śniadanie. Dumbledore jak zwykle musiał wygłosić swoje kazanie i życzyć nam smacznego. Usiadłam na drewnianej ławce, otulając się brązowym cieplutkim kocem. Dzisiaj pierwszy raz chyba nie jadłam szkolnej kaszki, tylko cud miód jajecznicę z boczkiem i pomidorkami i zamiast sików świętej weroniki piłam ludzką herbatkę z cytrynką i cukrem. Takie życie to ja lubię :). Potter oczywiście stanął sobie pośród dziewczyn z naszej klasy i zaczął z nimi flirtować jak zwykle zresztą. Dobrze, że szybko wstałam z mojego siedzenia bo mnie by dręczył swoimi nudnymi tekstami :P. W stylu „Ach Evans masz piękną fryzurę, byłaś u fryzjera może?” albo „Ale masz ładne nogi powinnaś więcej razy zakładać spódniczki!”. Zaśmiałam się w środku aż coś mi w żołądku się poprzewracało. Usiadłam na trawie po bardzo długiej wędrówce nad jeziorko :P. Marcowe słońce wschodziło coraz wyżej i zaczęło tak grzać jakby to był maj i nagle uświadomiłam sobie, że mamy marzec i, że wykąpałam się w lodowato zimnej wodzie, trudno najwyżej będę chora. Wiatr popychał długie źdźbła trawy to w jedną to w drugą stronę, a białe obłoki przesuwając się po błękitnym niebie układały się w coraz to bardziej dziwne kształty. Spojrzałam w taflę wody, na której zaczęły pojawiać się duże koła, zakłócając obraz mojej piegowatej twarzy oraz drzew, których okazałe korony z dnia na dzień zieleniały coraz bardziej. Do drzew i mojej twarzy dołączył się się druga, lecz z blond włosami opadającymi na czoło, a wręcz na oczy, które zdawały się być szarozielone. Nie zdawała ona się być znajoma, ale za każdym razem jak na nią spojrzałam robiło mi się ciepło i przyjemnie w środku. Przeniosłam wzrok do góry by spojrzeć na danego osobnika i wstałam z chłodnej ziemi. Nie wiedziałam kim jest, ale wydawało mi się, że znam go całe życie. Nie wiedziałam za bardzo co się dzieje, a nie jest to zbyt przyjemne uczucie.
-Lili! Co ty tam robisz?! Musimy się przygotować a mi się zmazał lakier z paznokci!- Celi zakrzyknęła z niewiadomego powodu siedząc na drewnianej ławce przy naszym namiocie. Spojrzałam jeszcze raz na chłopaka i podeszłam do Celi.
-To było dziwne.
-Co było dziwne? Nic właściwie nie mów. Wiesz ile ty tam godzin przesiedziałaś kochana?
-Co? A która jest?
-Piąta! Nie widzisz, że słońce jest już pomarańczowe?! Nie zdążymy się przygotować na ten głupi bal! Jakbym nie wysłała do ciebie tego niemowy z Ravenclawu to pewnie w ogóle byś nie przyszła...
-To ty go wysłałaś?
-Tak a co?
-Nie nic- przewróciłam oczami bo ona zawsze panikuje z powodu jakiejś głupoty. Weszłam do namiotu i niestety prawie zemdlałabym na widok porozrzucany gaci należących do Celi.
-Celi!! Fuj wywalam je!
-A eksplozja gaciowa!- zawołała kryjąc się za swoją torbą.
-Evans co ty kurka robisz?- spytał Potter dostając jedną parą w twarz.
-Lepiej zapytaj się o to Celi bo ja nie mam zamiaru odpowiadać tak tępej głowie jak twoja- syknęłam i zamknęłam namiot, żeby nikt mnie nie podglądał w czasie przebierania się w sukienkę.
-Evans może ci pomóc?
-Nie dziękuje. Obejdę się bez twojej pomocy- powiedziałam grzecznie ale stanowczo.
-Jesteś pewna, że sobie poradzisz?- spytał drugi głos należący do Blacka.
-Tak jestem absolutnie pewna... kurcze stanik mi spadł!- wrzasnęłam.
-Uuuuuu... chyba jednak potrzebujesz pomocy.
-Potter czy ty koniecznie chcesz mnie wyprowadzić z równowagi?
-Dobrze dobrze już sobie idziemy chodź Łapa- powiedział, ale zdawało się to być dosyć podejrzane, więc przez jakiś czas nie wychodziłam z namiotu. Wyciągnęłam lusterko z torebki, lekko podmalowałam rude rzęsy i niewielką warstwą błyszczyku ozdobiłam usta. Moja mama powiedziałaby pewnie wtedy, że wyglądam jak rozkwitający kwiat na łące, ale ja bardziej wyszukałabym porównania kolorowa jak skrzydła motyla. Właściwie to to i to mi jak najbardziej pasuje :D.
*****
-Ah Lili wyglądasz jak Róża- zetknęłam się z jeszcze jednym porównaniem mojego stroju, które chyba najbardziej mi odpowiadało.
-Dzięki Scarlet, ale ty wyglądasz lepiej.
-Jasne, jasne. Chodź bo się spóźnimy- Rozejrzałam się dookoła. Ciemne niebo przyozdobione było gwiazdkami, które świeciły się bardziej niż mój błyszczyk na ustach, a trawa w ich świetle zdawała się być bardziej czarna niż zielona. Patrząc na wprost widziałam wielkie ognisko, z którego tlił się dym, a w mych uszach słychać było piękną, spokojną muzykę puszczaną z adapteru :]. Nagle poczułam jak czyjeś ręce oplatują się na mojej tali. Nie widziałam twarzy tej osobistości, lecz oczy były widoczne. Były to te oczy, które widziałam nad jeziorem. Zielonoszare oczy, które świeciły się w świetle księżyca. Objęłam jego szyję i zaczęłam tańczyć topiąc się w tym magicznie pięknym blasku.
Lilyan Evans
2006-07-31 18:12:07